środa, 3 lutego 2010

Erepublik.pl - czyli Polacy i nasze zapędy imperatorskie

Kliknąłem w link kogoś z listy GG... Wchodzę a tu stronka kolejnej gry online o tematyce alternatywno-historycznej. Taka fajna nawet, a że ponoć cały świat w nią gra, to pomyślałem sobie że zobaczę co i jak... No i klikam sobie w mapę świata, przybliżam jewropę a tu:


Zwróćmy uwagę, że większość Europy Zachodniej jest w rękach Polaków albo Hiszpanów... Czyżby dawne imperia tęskniły za swą utraconą światłością? :)

A sama gra - jak to gra, klikanie, klikanie, ew. konta premium, które przyśpieszają klikanie. Na uwagę jednak zasługuje fakt, że gra jest jednym wielkim serwisem społecznościowym. To tak jakby na facebooku odwrócić rolę: nie gra pod serwis społecznościowy, ale serwis społecznościowy zrobiony pod grę. Jak Farmville czy Texas Holdem. Inna sprawa, że postać, którą rozwijamy bierze czynny udział w życiu kraju. Pracujesz, kupujesz jedzenie i inne dobra, trenujesz, kupujesz broń, dzięki czemu możesz bronić swojego kraju, a w razie podbicia twojego regionu wzniecić powstanie przeciwko okupantowi. Jest ciekawy mechanizm wolnego rynku, który powoduje że za 2.79PLN można kupić gnata i szpanować przed kolegami :P

Ja i tak wolę BaSS. Przynajmniej dopóki ją przejdę :)
Przeszedłem BaSS-a. Wszedłem także na erepublik i czytam coś takiego jak przegląd pracy... oczywiście nasi pisali i po polsku http://dl.dropbox.com/u/1257403/egazeta.pdf


Poza tym wygląda na to, że Niemcy zniknęli jakiś czas temu z mapy świata i próbują się odrodzić. No cóż, nie ma to jak stłumić powstanie w Saksonii, prawda?

Beneath a Steel Sky

No i odpłynąłem... A dokąd? Do krainy cyberpunkiem pachnącej. A właściwie spalinami i pyłem, który codziennie wiatr przyciąga z otaczającej metropolię pustynii... Gdzie ludzie wszczepiają sobie w głowę implanty, żeby mieć port do podłączenia się do komputera... Gdzie każdy ma kartę identyfikacyjną z poziomem dostępu do odpowiednich części miasta. Gdzie wszystko powinno być pukładane, a jest zupełnie odwrotnie. Tam gdzie dzięki olbrzymiej biurokracji szerzy się korupcja. Gdzie światem rządzą korporacje, a korporacjami to już chyba nikt nie wie kto rządzi...

A w jaki to sposób osiągnąłem? W dużym skrócie z konsoli:

sudo apt-get install beneath-a-steel-sky

Na trop tej niesamowitej gry wpadłem zupełnie przypadkiem, parę dni temu czytając jakieś bzdury... Okazało się, że jakaś gra w klimacie cyberpunku, która ponoć zrobiła furorę w latach 90' odżyła dzięki emulatorowi ScummVM i zbiera większe rzesze fanów niż kiedykolwiek. I to dlaczego? Bo za sprawą ScummVM jest dostępna nawet na przenośne dotykowe urządzenia, a w końcu to "klikana przygodówka" jest... ale nie o tym miałem pisać!

Generalnie jestem dzieckiem ery bardziej nowożytnej, Amigi nie miałem. Miałem pegasusa, ale to inna historia. Amigi nie miałem i nigdy nie rozumiałem po jaką cholerę ludzie tak ją wspominają... I dlaczego na allegro one nadal nieźle stoją... jak na stare złomy! Za sprawą tej gry zrozumiałem wszystko. Nie było tematu.

Próbowałem w życiu grać w takie rzeczy jak seria Monkey Island i nie wypaliło. Po prostu te zagadki były dziwne, może zbyt trudne? A może wtedy nie rozumiałem jeszcze za bardzo języka angielskiego, a grałem w oryginalne wersje językowe? Nie wiem. Ale zraziłem się. Dziś zaś Beneath a Steel Sky zmieniło wszystko :) Ale to juz chyba mówiłem?

Gra jest genialna! Koniec recenzji.


ps. na początku warto zajrzeć raz czy dwa do solucji, kiedy jeszcze nie rozumie się do końca zasad tej gry, że "wszystko można wsadzić wszędzie" i że każda napotkana postać może w najmniej oczekiwanym momencie Ci pomóc rozwiązać dany problem... Warto także włączyć sobie w ScummVM fullscreen, a podczas grania wcisnąc F5 i włączyć literki do tekstów - czasami może umknąć nam słowo klucz i będziemy łazić w te i we wte bez sensu omijając kluczowy przedmiot cały czas;]

BaSS na Wikipedii

EDIT:
Tak w ogóle to na iPhone'a powstała edycja Remastered, więcej screenów tutaj

poniedziałek, 1 lutego 2010

Chernaya Molniya, czyli film o czarnej wołdze :D

piątek, 29 stycznia 2010

Allegro dziwne rzeczy robi... niby walczy z piractwem...

Dziś przeczytałem, że Allegro walczy z piractwem. No to fajnie. A jak walczy? Zabraniają sprzedawać przerabiane konsole XBOX firmy Microsoft... Zaraz, zaraz... Czyli, że co? Że jak ja kupuje sprzęt elektroniczny to nie mogę sobie go przerobić? Najpierw ścigają za to, że ktoś przerabia windowsa, kupionego legalnie (oryginalny ma mnóstwo pierdół, lepiej sobie przerobić instalkę) a teraz nawet sprzętu już nie można tknąć! Ola boga... No to chwila - ja KUPUJĘ konsolę, czy dzierżawię do jasnej cholery? Oburzam się jako elektronik - lubię dłubać w sprzęcie, a skoro coś jest moją własnością to mam do tego prawo, prawda? Mogę stracić gwarancję - OK. Ale że ktoś mnie będzie ścigał? To jakieś wolne żarty :)

Oświadczam, że firma Microsoft może pocałować mnie w dupę. Jeśli kiedyś sobie kupię konsolkę i będę chciał ją przerobić, to i tak to zrobię. I chętnie wezmę udział w procesie sądowym jeśli go wytoczą. Banda debili i koniec mojego komentarza;]

Więcej tutaj: http://www.gamezilla.pl/content/allegro-zwalcza-piractwo

sobota, 23 stycznia 2010

VirtualBox VS VMware - pierwsze starcie! i chyba ostatnie....

Od czego by tu zacząć... Może od tego że mieszkam w jednym pokoju z gościem, który strasznie się przemądrza i do tego uważa, że posiadanie linuxa jest beznadziejne. No i przy każdej okazji mu pokazuje, że jest w błędzie :P

Ale do rzeczy - sprzedał mi ideę, że VMware jest lepsze od dropboxa, bo ma wsparcie dla grafiki (3D i takie tam). No i faktycznie, odkąd mam Vboxa, nie mogłem uruchomić nawet GTA 1, a tam grafika nie jest jakoś wymagająca...

Także powiedział mi ten mój współlokator że VMW jest jako player za friko i legalnie. No to sobie go przetestowałem... będzie krótko, bo mi się nie chce jakoś rozpisywać... Powiem tylko, że byłem gotowy porzucić VBoxa...

1. Instalacja

Gładko, banalnie, po zainstalowaniu pod ubuntu sam sobie tam coś zaktualizował po grzecznym zapytaniu mnie.

2. Instalujemy Windowsa XP

I tu już zaczynają się podejrzane rzeczy dziać. Instalując windowsa MX4, który ma takie o to uproszczenie, że nie trzeba podawać klucza, nagle pyta mnie o klucz... LOL;] W końcu zainstalowałem wersję oryginalną z kluczykiem...

3. Właczamy windowsa

I wyskakuje mi komunikat VMW, że on tutaj nie obsługuje akceleracji 3D, bo mu sie moja karta intela nie podoba... LOL2;] To ja poto go kurde instaluje, a on mi wyjeżdża...

Druga rzecz - windows pod VMW chodzi kosmicznie powolnie!!! A najgorsze są operacje na plikach - nie ma pojęcia z czego to wynika, ale VBox przy tym to jest POrsche przy malczaku

4. Okazuje się, że VBox w wersji 3.1 ma wsparcie całkiem niezłe dla akceleracji 3D...

I uruchamia mi wszystkie gierki :) Śmiga, chucy i bucy!

Kolejny raz Open Source pokonuje złą i haniebną komerchę! Wystarczy tylko czasem ruszyć myszkę i kliknąć w "Aktualizuj..."

piątek, 22 stycznia 2010

Kto rządzi Unią Europejską? i dlaczego?

Jest piątek, ja po ostatnim w tygodniu zaliczeniu, a właściwie po poprawce zaliczenia. Czas na relaks, znajduję bardzo ciekawy artykuł na rzepie

Hiszpania formalnie przewodniczy od 1 stycznia pracom Unii, ale Jose Luis Rodriguez Zapatero – już nie. Rząd w Madrycie przez pierwsze sześć miesięcy 2010 r. będzie wyznaczał priorytety, wysuwał postulaty, organizował spotkania, lecz sam szef rządu może co najwyżej powitać gości przybyłych na szczyt oraz przypilnować, by na stołach nie zabrakło paluszków i wody mineralnej. Traktat lizboński sprawił, iż Zapatero musiał ustąpić miejsca Hermanowi Van Rompuyowi, pierwszemu stałemu przewodniczącemu Rady Europejskiej. Przywódca hiszpańskich socjalistów ma po prostu pecha, bo to na jego skórze jest właśnie testowany nowy podział ról w unijnych instytucjach. I to testowany boleśnie.

A jak Zapatero chciał rzucić pomysł "Planu 2020" zakładający superrozwój Europy w ciągu 10 następnych lat. Plan dziesięcioletni - skąd my to pamiętamy? A kto by się ociągał z dawaniem kasy na zielone paliwa i takie tam hobbystyczne zainteresowania Zapka, to Brukselka by waliła KARY! a co na to Niemcy?

Suwerenność… rządy narodowe… drastyczna ingerencja z Brukseli… Już słyszeliśmy takie slogany, czytaliśmy tu i ówdzie podobne eurofobiczne frazesy. To przecież język eurosceptyków, nacjonalistów, konserwatystów, chcących zniszczyć nasze wspólne marzenie o zjednoczonej i silnej Europie. Retoryka braci Kaczyńskich, Vaclava Klausa i Davida Camerona, używana w minionym roku często i gęsto przez zajadłych wrogów traktatu lizbońskiego. Dlaczego zatem odnajdujemy ją w poważnej, euroentuzjastycznej, niemieckiej gazecie?

Być może ma to związek z pytaniem, które padło kilka akapitów wyżej: kto rządzi dzisiaj w Europie?

W kontekście wyżej opisanych perypetii Jose Luisa Zapatero odpowiedź wydaje się jasna: głównym rozgrywającym są Niemcy. Największy płatnik netto do unijnego budżetu, który wyciąga z otchłani zacofania Polskę, Portugalię, Bułgarię i kilka innych krajów, wymagający więc dla siebie szacunku i lepszego traktowania. Niemcy walczyli zaciekle o traktat lizboński, bo daje im on wreszcie polityczną siłę, przynależną największemu i najbogatszemu państwu Unii. Ograniczenie do minimum obszarów, w których UE podejmuje decyzje jednogłośnie, stwarza im ogromne pole manewru. Nie muszą już oglądać się na grymaszenie Brytyjczyków, ba, w sprzyjających okolicznościach mogą nawet pozwolić sobie na otwarty konflikt z Francją, pod warunkiem że będą w stanie skonstruować odpowiednią koalicję. Ale przecież sojusze zawiązuje się dużo łatwiej, gdy ma się w ręku marchewkę.

Być może dlatego Niemcy zareagowali oburzeniem na propozycję Zapatero. Obok niemieckiej marchewki pojawiłby się bowiem solidny brukselski kij, który stanowiłby przeciwwagę dla wpływów Berlina. Mało tego, ten kij mógłby przecież uderzyć w same Niemcy, gdyby się okazało, że rząd pani kanclerz Merkel musi przeznaczyć, dajmy na to, kilka miliardów euro na walkę z płacową dyskryminacją kobiet.

Jedno tupnięcie wystarczyło, by plan Zapatero rozpłynął się w powietrzu, co świadczy o niezwykłej sile perswazji szefa niemieckiego resortu gospodarki.



A jeśli chodzi o traktat lizboński i wspólne ponadnarodowe interesy EUROPEJSKIE (a jakże! zapamiętajmy, by jak najczęściej używać "europejski" niż "niemiecki","polski", czy "francuski") to warto przeczytać ten fragment:

Niemcy są krajem pragmatycznym, prowadzącym normalną, konsekwentną i bardzo skuteczną politykę zagraniczną, której głównym celem jest obrona niemieckich interesów gospodarczych na świecie.

Gdy z owej polityki zdrapać warstwę unijnej nowomowy i spojrzeć chłodnym okiem, okazałoby się, że działania Berlina nie mają wiele wspólnego z mitycznymi „wspólnym wartościami unijnym”, za to całkiem sporo z inwestycjami niemieckich koncernów (proszę nie odbierać tych słów jako krytyki: takie związki, podkreślmy raz jeszcze, są w stosunkach międzynarodowych rzeczą nie tylko normalną, lecz wręcz wskazaną).

Kanclerz Angela Merkel opanowała w sposób mistrzowski sztukę lawirowania między pozorowaną dbałością o losy Unii Europejskiej a rzeczywistą troską o przyszłość Volkswagena, Bayera czy E.ON.

Kwestia gazociągu północnego tak naprawdę nigdy nie stała się przedmiotem ogólnoeuropejskiej debaty, choć budujące go koncerny, a także rządy Niemiec i Rosji, wielokrotnie podkreślały, że jest to inwestycja jak najbardziej europejska.

Interesy Siemensa produkującego pociągi dla szybkiej kolei Moskwa

– Petersburg są ważniejsze niż jakiekolwiek projekty infrastrukturalne w ramach Unii. A los Opla istotniejszy niż los polskich stoczni, które można by przecież uznać od biedy za część europejskiego przemysłu stoczniowego. Walka ze zmianami klimatycznymi? Bardzo szczytny cel, ale gdy Komisja Europejska chciała obniżyć limity emisji spalin dla nowo produkowanych aut, to właśnie niemiecki rząd do końca walczył o to, by ograniczenia nie nadwerężyły kondycji rodzimego przemysłu samochodowego.

Politykę zagraniczną naszego zachodniego sąsiada cechuje zdrowy pragmatyzm. Stąd też tak mocne zaangażowanie kanclerz Angeli Merkel w przeforsowanie traktatu lizbońskiego. Jego wejście w życie można by porównać do zdobycia wielomiliardowego kontraktu dla spółki Deutschland AG.

Najbliżsi partnerzy Niemiec w Unii Francuzi postępują w równie cyniczny, choć nieco mniej subtelny sposób. W ostatnim czasie największym ich wkładem w przyszłość Europy (i jednym z bardziej szkodliwych) było wyrzucenie z traktatu lizbońskiego sformułowania o wolnym rynku i nieskrępowanej konkurencji. Jeśli szukamy odpowiedzi na pytanie „kto rządzi w Unii”, to w tej sprawie na pewno należałoby zaliczyć punkt prezydentowi Sarkozy’emu.

Francuzi nigdy nie naciskaliby tak mocno na stworzenie wspólnej europejskiej polityki obronnej, gdyby nie byli współwłaścicielami Airbusa i gdyby nie produkowali myśliwców Rafale. Nigdy nie zaangażowaliby się z taką mocą w walkę z emisjami CO2, gdyby nie mogli zarobić na sprzedaży swoich reaktorów atomowych (niewykluczone, że trafią one także do Polski). I nigdy nie troszczyliby się tak bardzo o mechanizmy kontroli europejskich banków i funduszy, gdyby nie zamierzali dopiec Londynowi i nie chcieli stworzyć wielkiego centrum finansowego w Paryżu. Francuzi prowadzą także własną (bynajmniej nie unijną) politykę wobec Moskwy, podejmując niekiedy kroki zdumiewające: rok po wkroczeniu rosyjskich wojsk do Osetii Południowej i Abchazji postanowili sprzedać Rosjanom duży helikopterowiec klasy Mistral, który być może będzie patrolował… czarnomorskie wybrzeże Gruzji.



Polecam dalszą lekturę, LINK: http://www.rp.pl/artykul/420305_Kto_rzadzi_Unia_Europejska_.html

EraGSM i reklamacja

Kolejna nudna historia na moim blogu, ale może kogoś jarają takie tematy... Poza tym skoro zrobili mi dobrze, to chociaż raz ich pochwalę :)

Moja reklamacja wyglądała tak:

Witam,
oto mój problem: w poprzedniej umowie, ktora wygasła w polowie listopada mialem zawyzone rachunki za dwa ostatnie okresy rozliczeniowe. Zadzwoniłem do BOK i dowiedziałem się że nie wyłaczylem taryfy weekendowej i stąd się wzięło 2x20zł. Taryfę tę wyłączyłem, ale widocznie ktoś dał ciała - trudno, pomyślałem. ALE DZIŚ ZNALAZŁEM SMS z dnia 01.09.2009, godz. 08:40:48 POTWIERDZIAJĄCY WYŁĄCZENIE USŁUGI. Więc domagam się zwrotu tych kosztów!!!

Dziś, po dwóch tygodniach dostaję odpowiedź:

Szanowny Panie

Dziękuję za nadesłaną korespondencję, której wpływ odnotowałam w dniu 06.01.2010. Odpowiadając na Pana uwagi, chciałabym poinformować, że wniesione zastrzeżenia zostały wnikliwie przeanalizowane. Wychodząc naprzeciw Pana oczekiwaniom pragnę zająć stanowisko w poruszonych kwestiach.

Na wstępie wyjaśniam, że w związku z Pana zgłoszeniem dokonałam szczegółowej analizy konta numeru 660xxxxxx. Analiza ta potwierdziła, że w dniu 01.09.2009 została przez Pana złożona dyspozycja dotycząca wyłączenia Oferty weekendowej. Potwierdzenie dezaktywacji zostało przesłane do Pana SMS-em.

Niestety w wyniku błędu systemu usługa nie została poprawnie wyłączona i były za nią nadal naliczane opłaty. Chciałabym w tym miejscu serdecznie Pana przeprosić za zaistniały błąd. Zapewniam, że nie był on wynikiem celowego działania ze strony sieci Era. Jednocześnie informuję, że opłaty naliczone od dnia 01.09.2009 za Ofertę weekendowa zostaną skorygowane, a faktury korygujące zostaną do Pana przesłane w odrębnej korespondencji. Z uwagi na wykorzystywaną przez Pana formę płatności, kwota korekt zostanie automatycznie uwzględniona przy najbliższych płatnościach, w saldzie Pana konta abonenckiego.

Chciałabym również poinformować, iż w trosce o naszą dalszą pomyślną współpracę oraz celem zatarcia niemiłych wrażeń powstałych podczas korzystania z naszych usług, postanowiłam przyznać, w odniesieniu do numeru telefonu 660xxxxxx jednorazowy pakiet 20 bezpłatnych minut, wymiennych na 80 bezpłatnych krótkich wiadomości tekstowych (SMS). Przyznany pakiet obowiązywać będzie od nowego cyklu rozliczeniowego, tj. od dnia 17.02.2010 i zostanie wskazany w „Zestawieniu” na fakturze miesięcznej z dnia 17.03.2010. Pakiet bezpłatnych minut zostanie rozliczony po wykorzystaniu bezpłatnych minut wynikających z aktualnie obowiązującej taryfy, a niewykorzystane bezpłatne minuty ze wspomnianego pakietu, zostaną przeniesione na kolejny cykl rozliczeniowy.

Pomyłek nie da się uniknąć, ale zapewniam, że stale pracujemy nad tym, aby im zapobiegać. Życzyłabym sobie, aby w Pana wypadku była to ostatnia okazja do złożenia reklamacji. Chciałabym również podziękować za to, że poprzez podpisanie Aneksu do Umowy, zdecydował się Pan na dalsze korzystanie z naszych usług.

Z wyrazami szacunku

Magdalena Fabisiak

Konsultant ds. Reklamacji


No i tak to ma wyglądać. Nasz klient - nasz Pan kurde!