niedziela, 8 stycznia 2012

Nowy Rok 2012


Minął kolejny rok, zmieniła się cyferka. Kolejny raz trzeba było opłacić domenę, kupić kolejny kalendarz na ścianę. Whatever. Jak dla mnie 2011 był epicki, czyli taki, o którym będę opowiadał jeszcze wiele razy i wspominał przy kominku, azaliż świetlówce energooszczędnej. Rok ten minął mi tak szybko, że kiedy usiadłem do wigilijnej wieczerzy z najbliższymi uświadomiłem sobie jak bardzo niedawno (w moim odczuciu) była ostatnia wigilia... Ba, ja nawet doskonale pamiętam początek ubiegłego roku, który mi zleciał na pisanym po nocach projekcie inżynierskim Ethernetowego Sterownika Wyświetlacza LED, a potem obrona i... kolejny semestr studiów nudnych jak flaki z olejem... Już wtedy dojrzewała we mnie myśl, że trzeba sobie dać z tym spokój, że pewne sprawy trzeba przyspieszyć. No i proszę - udało się. Mieszkam w Warszawie, studiuję sobie elegancko zaocznie (ale zajęcia i tak odbywają się wirtualnie - przez internet), a na codzień grzeję fotel w biurowcu przy Jerozolimskich. Taki był plan na początek - udał się! Teraz czas na dalsze kroki :)

Ten rok to dla mnie nie tylko jednak postępy w naukach ścisłych. Ten rok bardzo dużo nauczył mnie także o ludziach i ludzkiej naturze. O jej ciemnej stronie - zawiści, chamstwie, obłudzie, ale także i tej jasnej - szczerości, uczciwości i co najważnejsze - bezinteresowności! Tak, to mnie chyba najbardziej ujęło - spotykanie ludzi, którzy pomagali mi i nie tylko mi całkowicie bezinteresownie, nie żądając niczego w zamian, co z zachowaniami innych potrafiło stworzyć mega-kontrast. Ci ludzie dali mi wzór do naśladowania, którego nie zapomnę i będę starał się być mu wierny.

I jeszcze jednej rzeczy nauczył mnie ten wiekopomny 2011 rok. Prawdy, że nic nie jest takie proste jak to się w pierwszej chwili wydaje. Że nie ma ludzi idealnych. Że życie jest za krótkie, żeby się męczyć z czymś co Ci nie wychodzi, z kimś z kim Ci nic nie wychodzi... a mimo to całe jego piękno polega na śmianiu się w twarz tym prawdom i robieniu wszystkiego po swojemu.


poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Jogging w Warszawie


Od nieco ponad miesiąca mieszkam i pracuję w stolicy w jednej z wielu firm branży IT. Krótko mówiąc: przesiaduję codziennie co najmniej 8 godzin przed monitorem (a właściwie dwoma) i kiedy wracam do mieszkania bardzo często czuję nadmiar energii, który muszę jakoś szybko wyładować. Obserwując okolicę zauważyłem, że sporo ludzi biega. Ot tak, po prostu - po chodniku, po trawniku (taki cross-country :P), albo po ścieżkach rowerowych, co akurat mnie irytuje. Postanowiłem się przyłączyć do tej radosnej społeczności joggerów i stwierdzam, że to fantastyczny sport, bowiem:

1. jest tani, potrzebujesz po prostu butów (nawet doświadczeni triathlonowcy przyznają się, że często wolą buty za 50zł z TESCO niż markowe),
2. można go uprawiać już od wyjścia za próg, nie trzeba jeździć na siłownie, baseny, korty itp.
3. zawsze dobrze jest popracować nad dobrą kondycją, a i sylwetka może ulec poprawie :)

Ja dodatkowo bawię się takim bajerem, że mam telefon wyposażony w GPS + system Android, na którym działa aplikacja o wszystko mówiącej nazwie RunKeeper, która to mierzy odległość, prędkość, a nawet wysokość n.p.m. joggera (żeby nie nadużywać słowa biegacz :P), a na koniec nakłada współrzędne na mapę Google'a i pozwala ładnie udostępnić twoje osiągi na Facebooku. Gadżet jak każdy inny - da się i bez niego żyć, ale skoro taka zabawka potrafi zmobilizować kogoś do aktywności to ja takie zjawisko popieram, tym bardziej, że aplikacja jest dostępna za darmo. Producent i tak swoje zarabia dzięki kontom premium na których można włączyć opcje "prywatnego trenera". Jak to działa - jeszcze nie wiem, pewnie biegniesz, a telefon krzyczy na Ciebie, że za wolno :) Warto także wspomnieć, że takich aplikacji jest wiele, wystarczy przejrzeć Android Market, co ładnie trafia w czas, gdy smartfony można dostać za 1 zł w sensownych abonamentach.

Jednak do napisania tej notki tknęła mnie nieco inna rzecz. Otóż dziś nauczono mnie ciekawego zwyczaju. Mijam sobie jakiegoś człowieka, biegnącego z naprzeciwka, a on podnosi rękę w geście pozdrowienia (takie heilowanie troszkę). No to mu odmachnąłem. Mijam kolejnego i to samo. Myślę - całkiem pozytywny zwyczaj! Przez kolejne 20 minut minąłem około tuzina heilujących mi joggerów, niektórym ja pierwszy dałem ten tajemniczy znak. Ale odpowiedź była. Do czasu. Przed budynkiem SGGW zakończyła się przygoda. Nie wiem czemu, ale ludzie przestali odpowiadać tym znakiem. I ja się pytam: dlaczego? Czyżby po jednej stronie ulicy biegli bardziej przyjaźni ludzie? A po drugiej stronie nie? Że co, że studenci?

P.S. Moje arcyzajedwabiste osiągi można podziwiać tutaj: http://runkeeper.com/user/przemcio/profile
Prawda, że imponujące? :)

czwartek, 9 czerwca 2011

Nokia E7 Communicator w unikatowym niebieskim kolorze.

Na światowym rynku smartfonów co chwilę dochodzi do jakiejś premiery. Jednak większość nowych telefonów to kopie poprzedników lub konkurentów. Do tej pory brakowało produktów z rozwiązaniami, które sprawdzą się w świecie biznesu i zagwarantują rozrywkę, niezawodność oraz stylowy wygląd.Wychodząc naprzeciw właśnie takim oczekiwaniom, fiński producent telefonów komórkowych, stworzył smartfon, dostępny w stylowym niebieskim kolorze, który jest świetnie działającym centrum multimedialnym i biznesowym.





Nowa Nokia E7 Communicator w wersji Blue, posiada klawiaturę QWERTY, co pozwala na szybkie pisanie wiadomości tekstowych oraz wiadomości e-mail. Ponadto Nokia wyposażyła swój nowy communicator w duży 4” ekran AMOLED, wykonany w technologii Clear Black, na którym możemy oglądać wysokiej jakości zdjęcia, wykonane przez aparat 8 Mpix oraz ulubione filmy i seriale, które wgramy na pamięć wewnętrznąsmartfonu o pojemności 16GB!Sam ekran jest wyjątkowo czuły, a dzięki wydajnemu procesorowi zapewnia szybkie poruszanie się po aplikacjach i sprawne korzystanie z GPS. Nawigacja na telefony Nokia jest wciąż jedną z najlepszych tego typu na rynku iponadto gwarantuje bezpłatną obsługę GPS dzięki usłudze Ovi Mapy. Kolejną ważną cechą jest wbudowane złącze HDMI.Smartfon Nokia pozwoli użytkownikowi na wyświetlanie prezentacji i innych dokumentów na cyfrowym rzutniku orazumożliwi  oglądanie filmów na telewizorze w jakości HD.Smartfon ten posiada nadzwyczajną funkcjonalność.


Smartfony Nokia serii Communicatorto nie tylko wielofunkcyjne telefony. To również zaplecze programów i aplikacji jakie za nimi stoją. Nokia E7 została wyposażona w Quickoffice, który pozwala na podgląd i edycję dokumentów Microsoft Office. Inne aplikacje na smartfony Nokia, służące zarówno do pracy jak i zabawy, można szybkopobrać zOvi Sklepu. Dla nowych posiadaczy smartfona z Symbian^3 i chcących odpocząć o codziennych trudności, Nokia przygotowała 20 darmowych super gier o wartości 177zł!!!

Smartfony Nokia seriiCommunicator to doskonałe telefony nie tylko dla klientów biznes.Aplikacje na telefony serii Ezapewniają wysoki standard użytkowania, a gdy połączymy to z szybkim dostępem do poczty elektronicznej oraz serwisów społecznościach, otrzymujemy smartfon spełniający wymagania każdego klienta.

Najświeższe informacje na temat produktów Nokia podawane są na oficjalnych profilach Nokia w mediach społecznościach: Facebook, Twitter i YouTube. Nowa Nokia E7. Osiągaj więcej.

Jak Wam się podoba nowa Nokia E7 Communicator w wersji Blue?

czwartek, 2 grudnia 2010

Nowa rzeczywistość, czy aby na pewno lepsza?


Witam wszystkich po dłuższej przerwie w niepisaniu na tymże blogu. Jeśli ktoś zapyta o powody to odpowiem krótko: nie było o czym. Naprawdę, od mojego ostatniego wpisu pod tagiem OBSERWACJE nie wydarzyło się nic, czego nie mógłbym skomentować krótkim opisem na GG, albo na facebook'u. Dziś jednak odniosę się  do paru spraw, z czego dwie będą miały naprawdę istotny wpływ na nasze życie w ciągu najbliższych trzech lat. Jak to mawiają: "the future is now!".

sobota, 28 sierpnia 2010

Moje portfolio

Powyżej miniatura mojej ostatniej pracy, http://fotokania.com/

Dla porównania projekt z ubiegłego roku, mój pierwszy kontakt z flash-em:

http://www.foto-wawrzyniak.pl/

Tworzeniem stron www zajmuję się już prawie 10 lat, jednak na razie raczej na małą skalę. Zaczynałem od zwykłego HTML i notatnika (także tradycyjnego, papierowego) , potem zabawy z raczkującym PHP... Obecnie preferuję pisanie prostych stron w Gedit (taki notatnik z GNOME), bardziej zaawansowanych z wykorzystaniem systemów CMS takich jak Joomla, albo jak w przypadku powyższych technologię Flash.

Na koncie mam współpracę m.in. z pewną agencją reklamową z Łodzi, oraz kilkoma mniejszymi firmami fotograficznymi, dzięki czemu nie tylko potrafię wysłuchać uwag klienta, ale także zaproponować rozwiązania podpatrzone u konkurencji :)

Jeśli ktoś jest zainteresowany współpracą to u góry bloga jest link do kontaktu.

niedziela, 27 czerwca 2010

Życiówka


Udało mi się! Wczoraj przejechałem na rowerze trasę, którą zaznaczyłem na powyższej mapce. Nie ukrywam - momentami było naprawdę ciężko, ale gra była warta świeczki. Za jednym zamachem załatwiłem dwie sprawy - odstawiłem swój rower do domu (trzy lata trzymałem go w Łodzi) i dokończyłem trasę, na którą miałem chrapkę już trzy lata temu.

Długość trasy: 164,10 km
Czas jazdy: 6:55
Całkowity czas wycieczki: od 7:20 do 16:40
Prędkość średnia: 23,69 km/h
Prędkość max: 47,14 km/h

Nie ukrywam, że nie jestem żadnym zawodowcem, a nawet amator ze mnie kiepski - rower ma cztery lata prawie, a ja ledwo ponad 1000km na nim zrobiłem. Polecam wszystkim ten wspaniały sposób na sport i podróżowanie jednocześnie :)

sobota, 12 czerwca 2010

Do It Yourself, czyli Zrób Sobie krzywdę

Post krótki i na temat. Chciałbym zwrócić uwagę początkującym elektronikom i różnym majsterkowiczom, którzy wzorują się na filmikach z Youtube... Konkretnie chodzi mi o ten film:



Pytanie kontrolne: co jest nie tak z tym filmem?
Podpowiedź: naklejka, którą można znaleźć na każdym odtwarzaczu CD/DVD/Blue Ray, ew. w laptopie jest wykonana w plastiku tacki na płytę. Tej naklejki tu zabrakło. Być może specjalnie, gdyż autor filmu prawdopodobnie prowadzi sklep z takimi gadżetami do "zabawy", którego ten film jest jawną reklamą.

Na forum elektroda.pl (największe skupisko profesjonalistów elektroników i z pokrewnych dziedzin) wywiązała się kiedyś ciekawa dyskusja, w której głos zabrał m.in. facet, który pracował w laboratorium z laserami, nie zachowując podstawowych zasad bezpieczeństwa. Po pewnym czasie zauważył u siebie problemy ze wzrokiem. Jakież było zdziwienie pani okulistki, kiedy na dnie oka pacjenta zobaczyła powypalane, czarne punkty... Dyskusja była dodatkiem do jakiegoś amatorskiego projektu lasera, który zapalał np. zapałkę, albo zaledwie czarną, cienką kartkę. Ten laser z filmiku jest znacznie mocniejszy, generalnie wygląda na "blureja" i jak obejrzycie do końca film, to zwróćcie uwagę na scenę gdzie gość odpala sobie w ustach papierosa (minuta 2:10). Tak, to ta scena zachęciła mnie do tego wpisu. Ludzie, dbajcie o siebie, szczególnie jak zaczynacie się bawić zabawkami, które mają naklejki z ostrzeżeniem.