Minął kolejny rok, zmieniła się cyferka. Kolejny raz trzeba było opłacić domenę, kupić kolejny kalendarz na ścianę. Whatever. Jak dla mnie 2011 był epicki, czyli taki, o którym będę opowiadał jeszcze wiele razy i wspominał przy kominku, azaliż świetlówce energooszczędnej. Rok ten minął mi tak szybko, że kiedy usiadłem do wigilijnej wieczerzy z najbliższymi uświadomiłem sobie jak bardzo niedawno (w moim odczuciu) była ostatnia wigilia... Ba, ja nawet doskonale pamiętam początek ubiegłego roku, który mi zleciał na pisanym po nocach projekcie inżynierskim Ethernetowego Sterownika Wyświetlacza LED, a potem obrona i... kolejny semestr studiów nudnych jak flaki z olejem... Już wtedy dojrzewała we mnie myśl, że trzeba sobie dać z tym spokój, że pewne sprawy trzeba przyspieszyć. No i proszę - udało się. Mieszkam w Warszawie, studiuję sobie elegancko zaocznie (ale zajęcia i tak odbywają się wirtualnie - przez internet), a na codzień grzeję fotel w biurowcu przy Jerozolimskich. Taki był plan na początek - udał się! Teraz czas na dalsze kroki :)
Ten rok to dla mnie nie tylko jednak postępy w naukach ścisłych. Ten rok bardzo dużo nauczył mnie także o ludziach i ludzkiej naturze. O jej ciemnej stronie - zawiści, chamstwie, obłudzie, ale także i tej jasnej - szczerości, uczciwości i co najważnejsze - bezinteresowności! Tak, to mnie chyba najbardziej ujęło - spotykanie ludzi, którzy pomagali mi i nie tylko mi całkowicie bezinteresownie, nie żądając niczego w zamian, co z zachowaniami innych potrafiło stworzyć mega-kontrast. Ci ludzie dali mi wzór do naśladowania, którego nie zapomnę i będę starał się być mu wierny.
I jeszcze jednej rzeczy nauczył mnie ten wiekopomny 2011 rok. Prawdy, że nic nie jest takie proste jak to się w pierwszej chwili wydaje. Że nie ma ludzi idealnych. Że życie jest za krótkie, żeby się męczyć z czymś co Ci nie wychodzi, z kimś z kim Ci nic nie wychodzi... a mimo to całe jego piękno polega na śmianiu się w twarz tym prawdom i robieniu wszystkiego po swojemu.








