Od czego tu by zacząć... Może od tego, że z podróżą do Madrytu miałem bardzo wielkiego niefarta. Wszystko zaczęło się wczoraj od tego, że jadąc samochodem do Warszawy padł nam rozrząd i samolot uciekł. Żeby było bardziej chamsko to nie dało się go przebukować i poleciałem następnym, który kosztował 2,5 razy tyle co ten pierwszy i tak nie tani... Podróż samolotem do Brukseli była fantastyczna, leciałem pierwszy raz w życiu i dostało mi się miejsce zaraz za skrzydłem dzięki czemu mogłem sobie patrzeć jak przy starcie skrzydełko to sobie wariuje na wietrze niczym piórko :) Oczywiście przekąska od firmy LOT, darmowa kawka, herbatka azaliż drinki. Potem przesiadka do Brussels Airlines, lot nach Madrid i tu też fantastycznie, bo na kolacyjkę, czyli kurczaka z ryżem i serem, wraz z puddingiem, wzbogaciłem sobie o belgijskie piwko, całkiem niezłe zresztą :)
Problem zaczął się po wylądowaniu na Barajas, gdyż... zgubili mój bagaż. Niby nic, ale perspektywa utraty swojej kosmetyczki, bielizny, wszystkich ubrań i kilku innych ważnych rzeczy jest dość nieprzyjemna. Także najpierw na tym cholernym lotnisku spędziłem godzinę czekając, aż może gdzieś się bagaż objawi, a następnie wziąłem kwitek od miłej pani z Iberii z zapewnieniem, że jak się ów znajdzie to zadzwonią itp. Świetnie. Ale mamy prawie piątą po południu dnia następnego, ponad 40 stopni Celsjusza upału, a ja nadal nie mam info o moim bagażu. Pewnie bym sobie kupił jakieś ubranie na przebranie u Chinoli, ale... między 13:00 a 17:00 w Hiszpanii nie załatwisz NIC. Dosłownie. Jak jest sjesta to nawet supermarkety zamykają, by potem otworzyć jeszcze do wieczora... Ehh, dobrego złe początki mówię i robię swoje.
Byłem w rektoracie, dostałem listę mieszkań do wynajęcia na mieście. Wypadałoby podzwonić po tych ofertach, ale... nie mam hiszpanskiego numeru telefonu bo jest SJESTA :P Także musiałem sie podporządkować... Poszedłem do jakiegoś niewystawnego baru, siadłem, zamówiłem piwko za 1,25EUR i z nudów zacząłem gadać łamanym językiem najpierw z jakimś starszym panem, który siedział obok mnie przy barze, a potem z właściecielką baru. Fajna knajpa jak się okazło, El Tren się nazywa i od razu zobaczyłem troszkę hiszpańskich zwyczajów :P
Po pierwsze - jak jest sjesta to ludzie wyskakuja z pracy do knajp, żeby coś zjeść i się napić i pogadać czasem z przypadkowymi ludźmi o pierdołach. To fajny zwyczaj. Piwko podawane jest w zmrożonych kieliszkach i do tego gratis zagrycha, którą mogłem się najeść do syta :P Ciekawe jest, że WSZYSCY przy barze pomimo, iż maja podstawione popielniczki kiepują na podłodze, tam też lądują resztki jedzenia i serwetki... Po takiej sjeście jest totalny burdel i to normalny widok chyba;] To jest kiepski zwyczaj :P Generalnie masakra polega na tym, że jest ponad 40 stopni i nikomu nie chce się żyć o tej porze. I widok zamkniętego supermarketu, czy urzędu to norma o tej porze... a ja kurczę ani karty SIM nie mogę kupić, ani zacząć mieszkania szukać... I w dodatku nadal nie wiem, gdzie jest mój bagaż.......... Kurde.

1 komentarze:
szkoda tego Tygrysa, żywe są najfajniejsze :)
Prześlij komentarz