Na mojej uczelni jest taki jeden pan doktor, co się Kuczyński nazywa i generalnie nikt go nie lubi. Nie mogę powiedzieć, że go nie lubię, bo go nawet osobiście nie znam na tyle, by mieć na ten temat zdanie... Jednak zapamiętam go jako człowieka, który powiedział najprostsze, a zarazem najmądrzejsze zdanie jakie kiedykolwiek usłyszałem... Odpowiadając na pytanie studenta, w jaki sposób ma się nauczyć do jego egzaminu jeśli w tym samym dniu ma dwa inne, Kuczyn odpowiedział z głupim uśmieszkiem ala Pan Śmierć: "Proszę Pana, bo życie to sztuka kompromisów". Od dwóch tygodni zaczynam dokładnie rozumieć te słowa...
Najgorsze były pierwsze dni. Jak już udało mi się dolecieć do Madrytu po dniu pełnym niesamowitych wrażeń - okazało się, że mój bagaż został w Brukseli. Obiecali zadzwonić, kiedy tylko doleci na Barajas, ale... po pięciu dniach po prostu pojechałem na Barajas (podróż z Alcali tam i spowrotem 10E, może nie szalenstwo ale poco trwonić kasiorke w taki sposob?) i okazało się, że bagaż tam leży od 3ego września i nikogo to nie interesuje... Ale reklamację już złożyłem, może nawet na jakieś odszkodowanie od Brussels Airlines się załapię :) W każdym razie niemożność używania swoich ubrań i kosmetyków przez pierwsze 5 dni pobytu na środku tej pustyni była po prostu męcząca! Szybko znalazłem jakiś chiński sklepik z ubraniami tańszymi niż w Polsce, no ale bez przesadyzmu!
Tak więc wylądowałem na Barajas. Godzina 23:00 jadę metrem na Avenida de America, żeby złapać nocny do Alcali. Wychodzę z metra i... okazuje się, że na zewnątrz jest 30 stopni! Dopóki byłem na lotnisku albo w metrze to klimatyzacja działa i nie ma sprawy :P No to czas na dygresję o pogodzie! Odkąd tu jestem nie widziałem czegoś takiego jak deszcz, mgła itp. W dzień jest zawsze +30, a w nocy mam pootwierane okna i tylko obecność współlokatorów w mieszkaniu powstrzymuje mnie od spania nago :P Generalnie to tutaj można zrobić niesamowite pieniądze na sprzęcie związanym z klimatyzacją. Każdy szanujący się hiszpan ma klimę w domu i samochodzie. Każda publiczna instytucja, stacje, dworce. Nie dałoby się żyć bez tego! Czułem się niesamowicie szczęśliwy dowiadując się, że zajęcia w szkole językowej odbywają sie w godzinach 16-21, a jeszcze lepiej kiedy okazalo sie ze mają oczywiście klimatyzacje :) Pytacie czy w moim mieszkaniu jest klima? Nie :P
Przez pierwsze trzy noce spałem u studentów z Łodzi do których namiary dał mi mój koordynator z PŁ. Chciałem podziękować Olkowi, Justynie, Kasi i Marcinowi za gościnę :) I za to, że zaoszczędziłem w ten sposób jakieś 80 euro :P Nie wliczam w to megaważnych informacji, które od nich otrzymałem :) Np. gdzie dają największe tapas, albo które sklepy są najtańsze itp. Mieszkanie znalazłem metodą ala Rambo, czyli chwytaj się każdej brzytwy, bo im szybciej znajdziesz mieszkanie, tym będzie tańsze. Dobijały mnie historie nowopoznanych ludzi, którzy oglądali tanie mieszkania, ale były one brudne i generalnie syf. Kiedy 3ego września szukałem budynku szkoły Alcalingua zagadałem do przypadkowego człowieka, który wyglądał na kujonka :P stał z jakąś dziewczyną, wyglądali na nie dokońca zorientowanych. Koleś ten powiedział mi że po egzaminie (taki tam egzam sprawdzający wiedzę :P) może mi pokazać mieszkanie, w którym właśnie wynajął pokój za 200 EUR plus opłaty. Dygresja: dzień wcześniej widziałem identyczne mieszkanie dwie ulice dalej za 250+opłaty. Znaczy to jest cena za jeden pokój :) To i tak tanio na Alcalę, bo ceny oscylują około 300. Opłaty w zimie (dochodzi ogrzewanie, bo zimą potrafi temp. spaść do zawrotnych +8 stopni, a tej zimy nawet śnieg spadł i ludzie się cieszyli jak głupi ze pierwszy raz snieg w zyciu widzą :P) nie wynoszą więcej niż 80E na mieszkanko całe. Internet kradniemy od sąsiada bo nam szkoda 30E na mesiac, a tak serio to podpisywanie umowy moze byc skomplikowane na 10mcy;/ Dodam, że jestem szczęściarzem, po Pattrick okazał się fajnym kolesiem, a trzeci współlokator Sebastian wcale nie jest gorszy.
Paddy jest kujonkiem z Newcastle, studiuje na Kings College w Londynie. Sebek jest niemcem z Frankfurtu, który wygląda jakby się urwał z jakiegoś skateparku, ale generalnie słucha punku i alternatywy. Naprawdę się dobraliśmy :) Patryk twierdzi, że to jest jak jakiś dowcip: Był sobie Anglik, Niemiec i Polak w jednym mieszkaniu... Ale tak serio to naprawdę ich lubię, wszyscy jesteśmy pokojowo i pozytywnie nastawieni do świata i lubimy ostro sobie pożartować z rzekomych różnic między narodami. Przykładowa sytuacja: Sebek idzie do bankomatu, oczywiście Deutsche Bank, a ja do niego: Alles klar - ein volk, ein fuhrer und ein bank! deusche bank! Zaczynamy się brechtać, a po chwili Sebek mówi, żebym w Niemczech nie walił takich dowcipów bo mogę trafić od razu do więzienia! Czujecie? Oni się nie ceregielą, od razu do mamra. Wystarczy, że ktoś zahajluje w miejscu publicznym, nie ma że boli. Poza tym opinia publiczna jest bezlitosna - jeśli ktoś w młodości przynależał do jakiejś nacjonalistycznej organizacji (nie faszystowskiej, po prostu nacjonaliści) do końca życia będzie miał to wypominane. Wyszło to na jaw, kiedy zapytałem sebka czy lubi Rammsteina. A on mówi, że fajnie grają, ale pierwsze ich płyty miały mocno prawicowe teksty, dlatego większość Niemców nie przepada za nimi. Niemcy nienawidzą faszystów i innych ludzi burzących porządek. Ale ja im się nie dziwie - jakbym był najbogatszym narodem na kontynencie to też bym nie chciał, żeby ktoś mi psuł ordnung :P Co ciekawe dowiedziałem się, że nie wszyscy Niemcy są bogaci :P żarcik :P
Tutaj znajdziecie skromną galeryjkę moich fotek: http://www.getdropbox.com/gallery/1257403/1/Fotosy2?h=201645
Generalnie jedynym moim problemem jest to, że niedługo zaczynam naukę na polibudzie... a wszystkie zajęcia będą po hiszpańsku... Koordynator pocieszył mnie mówiąć, że wszyscy studenci będą chcieli pogadać po angielsku, żeby się podszkolić w tym języku bo to podstawa w pracy inżyniera... LOL :P Będę zjawiskiem niesamowitym :P Dodam tylko, że wcale nie śmigam w angielskim, jest dużo lepiej niż dwa tygodnei temu, hiszpanski też do przodu idzie, ale... ciekawie się zapowiada! Już jest ciekawie... No nic, więcej napiszę jutro, bo muszę się wyspać, jutro robię sobie wycieczkę do Madrytu, może wstąpie do Museo del Prado, może jakaś fiesta en Madrid, nie wiem... Mój pobyt charakteryzuje to, że ciężko jest się wyspać :) Mnóstwo ludzi z całego świata, mnóstwo imprez, mnóstwo rozmów w wieeeelu językach, z czego najważniejszy jest JĘZYK MIGOWY :p eh, idę spać...
Jedyne czego tutaj nie mam to Wikusi...
i to jest właśnie ta cholerna sztuka kompromisów...

2 komentarze:
" bo męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać, aż zrodzi się pod powieką inna łza radości łza" jak śpiewała Alicja Majewska :)
Kocham Cię i czekam, już niedługo :*
P.S wszak miłość to też sztuka kompromisów :)
Heh, masz fajnie;) Ja byłem w Bożole we Francji przez dni kilkanaście i też było nieźle... z językami podobnie, ale hiszpańskiego używałem sporadycznie, częściej niemieckiego, angielskiego, francuskiego i polskiego.
Prześlij komentarz