1. Jest tu ciepło, czasem aż za bardzo jak dla mnie.
2. Ludzie są tutaj bardzo towarzyscy, otwarci i generalnie bardzo lubią Polaków, chociaż nie do końca rozumiem czemu :)
3. Można poznać jeden z najczęściej używanych języków na świecie.
4. Można uświadomić sobie, że samochody, benzyna, elektronika, alkohole i wiele innych rzeczy codziennego użytku kosztuje tu dokładnie tyle samo, albo i mniej niż w Polsce... Innymi słowy, przeciętniak (nie wiem ile tu średnio się zarabia) zarabiający tu 2000euro kupuje nowego Forda Focusa z salonu za 13.300eur i tankuje go za ok. 1eur/litr benzyny... a jak chce wypić z teściem w domu porządne whiskey, to kupuje buteleczke za 10-13 euro, albo likierek za 5. Chciałbym jeszcze dodać, że w sklepach takich jak np. H&M sa dokładnie te same ubrania co w Polsce i dokładnie te same metki :P I w tym momencie człowiek przestaje się dziwić, dlaczego tylu ludzi z Polski wyjeżdża i za bardzo nie chce im się wracać...
5. Wbrew pozorom można tu tanio dolecieć. Samolocikiem normalnych linii w dwie strony za 600zł, albo jakimś Ryanairem kombinując przez Barcelone (bo ja siedzę pod Madrytem) za 400zł. Jedzenie faktycznie jest droższe, ale jeśli jesteś typowym studentem, który lubi gotować sobie w domu, to wyjdzie Cię dokładnie tyle samo co w rodzinnym miasteczku. Duże przebitki są w knajpach, na piciu i na jedzeniu, ale czasem warto się rozejrzeć, bo można tanio znaleźć dużo smacznego jedzonka :) Mieszkanie to 200-300euro miesięcznie, więc biorąc pod uwage, ze stypendium dostaje sie np. 320euro to wystarczy sobie dołozyc te 200 euro i da się przeżyć za 500e miesięcznie. Wydaje mi się, że dla dużej części studentów z Polski to nie jest wielka zmiana budżetu rodzinnego. Poza tym można dorobić jak się ma czas...
6. Można od razu zaliczyć sobie praktyki. Płatne praktyki :) Czasami takie studenckie praktyki potrafią dostarczyć więcej pieniążków niż pełny etat w Polsce... Nawet w przypadku inżyniera...
7. Jak się źle czujesz możesz iść do lekarza i doświadczyć, że państwowa opieka medyczna może być naprawdę dobrze zorganizowana, a w recepcji możesz dostać od razu karteczkę o której (w razie ew. kolejki) możesz przyjść później i na pewno zostaniesz przyjęty. Najczęściej jest ona niepotrzebna bo lekarz siedzi i się nudzi... Przynajmniej ja tak miałem :P
8. Możesz oglądać w niedzielne popołudnia corridę w telewizji i zastanawiać się na cholerę oni męczą jednego byka w dziesięciu chłopa. Zastanowisz się, czy nie ciekawiej by było wypuścić 10 byków i zostawić tam na dole jednego chojraka z mieczem :D
9. Można przechodzić na czerwonym świetle, nawet jeśli nadjeżdża samochód i tak Ci ustąpi. Można pić alkohol w miejscu publicznym, jeśli policjant nie widzi to jest to LEGALNE :P A jeśli nawet policmeister będzie w okolicy to i tak będzie udawał że nie widzi. Zareaguje dopiero jak mu się naprawdę rzucisz w oczy, albo dostanie on skargę telefoniczną, albo ktoś do niego podejdzie i mu powie o tymże fakcie. Jednak naród ten jakoś niewrażliwy na pijaństwo, mają to gdzieś. Możesz pójść do parku na tzw. botellon, gdzie doświadczysz, że nawet kilkaset osób, może legalnie pić w parku. Zadziwi Cię wyrafinowanie tychże plenerków, gdyż uczestnicy przynoszą własne szklaneczki, lód w woreczkach (można kupić u chińczyków), no i oczywiście wszystkie składniki do drinków. Full higiena i kultura :P Dwa tygodnie temu w pewnym parku w Madrycie na taką imprezkę spontanicznie wpadło kilka tysięcy ludzi! Jednakże jakiś idiota rzucił butelką w policjanta i się skończyło regularną bitką uliczną.
10. Padniesz z wrażenia, kiedy okaże się, że w twoim mieszkaniu na czwartym piętrze nie ma gazu ziemnego i ciepłej bieżącej wody, tylko obydwie te rzeczy zastepuje sprytna instalacja z butlą gazową! Tak, tak, cywilizacja! :P
11. Podsumowując i tak najlepsze są pierwsze dni, kiedy zastanawiasz się, po jaką cholerę wpakowałeś/aś się w środek pustyni (wszystko jest sztucznie nawadniane, deszcz pada kilka razy do roku... i to malutko...), gdzie prawie nikt nie umie języka angielskiego (poza innymi erasmusami i nielicznymi profesorami...) i gdzie wychodząc do knajpy liczysz na darmowe drinki, bo małe piwo kosztuje 3euro... po dwóch tygodniach już można przywyknąć :)
------------------------------------------------------------------------------------------------
To już miesiąc jak tu jestem... ale ten czas leci!

4 komentarze:
alkohol w parku, ale KulTUrwa :D
I jakoś nie podoba mi się to przyzwolenie społeczne na ogólne picie :)
Normalnie zachęciłeś mnie swoim opisem ;) Niech żyje Hiszpania (i Hiszpanie... :D)
Nie zgub się tam i trzymaj się ciepło!
Milena P.
I można iść na mecz Atletico Madryt! :)
a najgorsze jest to, że nawet idąc na uniwerek można się opalić ;)
Prześlij komentarz