PrzemCio o netbookach, Linuksie i Windows 7...

Jako, że od kilku miesięcy obserwuję przeróżne dyskusje w sieci na temat nowego typu urządzeń zwanych netbookami (dla mnie to nowa koncepcja = nowe urządzenie) to też sam postanowiłem dorzucić kilka rzeczowych wątków...

Netbooki, czyli takie mniejsze laptopy o przekątnej ekranu np. 10" są nowym podejściem do idei mobilnego komputera. Na początku odnosiłem się do tego mocno sceptycznie, ale... zrozumiałem w końcu, że to rozwiązanie nie jest najgłupsze. Małe jest bardziej poręczne, co za tym idzie bardziej oszczędne jeśli chodzi o pobór energii. Biorąc pod uwagę, że prawie wszędzie teraz mamy sieci WiFi to netbook jest całkiem ciekawą alternatywą do pełnorozmiarowych laptopów (specjalnie nie używam określenia notebook). ALE! Okazuje się, że primo: procesory są przedpotopowe (700MHz komp za 1500zł???), secundo: baterie bywają także strasznie marnej pojemności. Innymi słowy producenci robią niezły biznes na klientach inaczej zwanymi JELENIAMI.

Alternatywą dla tego kilkucalowego badziewia, które ledowo kilka godzin na baterii wytrzymuje są netbooki oparte o procesory architektury ARM, zamiast pazernych współczesnych x86. Ktoś nawet policzył, że taki pełnosprawny netbook mógłby działać nawet 24 godziny bez ładowania. I to by wreszcie miało sens!

Inną sprawą jest fakt, że obecne smartfony mają modemy WiFi, można na nich zainstalować Ubuntu lub Windows Mobile wraz z całą galerią aplikacji dedykowanych i generalnie już są zbudowane na ARM-ach ;] Także do wyboru do koloru...

Co do systemów operacyjnych... Ostatnio echem się odbija jakaś wydumana sprzeczka na temat pojedynku Ubuntu vs. Windows 7 w netbookach. Pierwszy system znam dobrze, drugi także (w wersji beta pod VBoxem sobie uruchomiłem) i prawda jest taka, że wg mnie Linux lepiej się spełnia na tym sprzęcie. Jako, że ma to gówienko ekranik kilku calowy to zastosowań multimedialnych raczej się nie nadaje. W najnowsze gry z wymaganiami DirectX 10 też sobie nie pograsz. A skoro mobilne to na różne wredne rzeczy z sieci bezprzewodowych jak zawsze narażony... 3:0 dla Ubuntu, albo 2:1 :P

A na koniec... Czy ja wspomniałem, że Windows 7 nie obsługuje procesorów ARM, a Ubuntu (jak każdy Debian) TAK?

Kryzys w Polsce? Chyba kpisz ;]



Filmik powyżej wrzuciłem, żebyście moi drodzy załapali, że:

1. Kryzys dotyczy JEDYNIE i AŻ źle zarządzanych firm. Pomaganie tym firmom przez rząd demokratycznego kraju to pogwałcenie konstytucji, jakiekolwiek by one w danym kraju nie były. Co to za sprawiedliwość, która dopłaca do czyjegoś źle zarządzanego interesu, a konkurencyjną, dobrze zarządzaną firmę ma w dupie?

2. Cena dolara wkrótce powinna się obniżyć i to znacznie. Wtedy powinno też zacząć spadać euro.

3. Jak Twoja firma upadnie, to znaczy, że była źle zarządzana. Nie miej pretensji do swojego rządu, innych ludzi, ale do właściciela, który zatrudnił wielkich inteligentów, którzy podpisywali kiepskie (jak się okazuje) umowy!

4. Załóż własną firmę i przejmij segment rynku po twoim poprzednim chlebodawcy. Jeszcze będziesz błogosławić kryzys.

5. Sprzedajmy do jasnej cholery stocznie, albo przeróbmy je na muzea. A telewizja niech zajmie się czymś sensownym. BY ŻYŁO SIĘ LEPIEJ :P

6. Przeczytaj sobie krótką biografię Juliusza Heinzla i przebij go :) Od zera do milionera, czyli bez pracy nie ma kołaczy!

7. Polska potęgą jest! I dopóki rząd nie zacznie marnować pieniędzy możemy wyjść na tym całym burdelu całkiem nieźle!

Posesyjnie... :)

Jeśli chodzi o bloga to mi się nazbierało zaległych tematów :) Więc po kolei:

1. Akcja "Motyl w Sercu" działa frontalnie i bardzo skutecznie!
Obecnie Ania, rzecznik prasowy jeszcze stara się o pisemne zgody na patronaty medialne, dlatego poniżej plakat koncertu na razie w wersji beta :)



Zapowiada się świetny koncert z udziałem naprawdę dobrych łódzkich kapel (i nie tylko ;-) Całkowity dochód idzie na zakup rzeczy niezbędnych do rehabilitacji Oliwiera, nikt na tym interesu nie zrobi :) Ciekawostką jest fakt, że liczba biletów ograniczona niestety do 300. rozchodzi się bardzo szybko! Z tego co wiem szykuje się zatem kolejna impreza dla tych co nie wejdą teraz :)

Więcej: www.MotylwSercu.pl

2. Ściągnąłem i przesłuchałem nową płytę Armii - "Der Prozess".
Nie ma bata - jak będę przechodził obok empiku to kupię bez wahania! Przedsmak tego co można usłyszeć na krążku dostaliśmy niedawno na koncercie w klubie Wytwórnia przy Łąkowej. Zagrali wtedy "Statek Burz" i chyba kawałek "Zły Porucznik". Ogólnie kawał dobrego budzowatego punka inspirowanego dziełem Kafki. Kto nie zna Armii - niech spróbuje! Kto zna - i tak kupi :P

Jedyna sprawa która mnie zdziwiła to recenzja w Dzienniku pana Skolimowskiego. Jak można pisać takie bzdury to ja nie potrafię zrozumieć ;] Przykład:

Nie da się jednak ukryć, że od czasu doskonałej „Legendy” i kolejnych zmian w składzie – m.in. pojawienie się Popcorna (ex- Acid Drinkers) oraz prób zastąpienia perkusisty Piotra „Stopy” Żyżelewicza (Voo Voo) – zespół trochę błądził bez celu i stracił na wyrazistości. Zresztą najlepszym dowodem na to były kolejne próby jej lidera realizowania innych projektów – wspólne albumy 2Tm2,3 z Litzą i Malejonkiem, punkowy Budzy i Trupia Czaszka „Uwagi Józefa Baki”, czy zeszłoroczny drugi solowy krążek „Luna”. Teraz z pomocą przede wszystkim gitarzysty Pawła Klimczaka (...)

Powyżej mamy stek bzdur totalnych. Każdy kto słucha polskiej muzyki gitarowej (ogólnierzeczbiorąc) dłużej niż od zeszłego tygodnia wie, że Armia po wydaniu Legendy wydała KILKA NIESAMOWITYCH ALBUMÓW!!! I to właśnie za całokształt twórczości ten zespół ubóstwiam (Ja i wielu innych) od czasów kiedy jeszcze byłem naprawdę młody :P Ale nie ma się co unosić w sumie... Czego spodziewać się po recenzencie, który nazywa Popcorna ex-Acid Drinkers ;] Może Pan Skolimowski w przeszłości próbował grać i dziś zazdrości tym, którzy mieli prawdziwy artyzm w sobie? Może dlatego nie potrafi zrozumieć, że muzycy nie zakładają nowych projektów w ramach "ucieczek", czy "braków pomysłów", ale raczej ich NADMIARU.

Tyle w temacie. Pozdrowienia dla pana Jacka. BTW> "Przed prawem" zdaje się, że właśnie jest najlepszym kawałkiem na płycie :)

3. Zrobiłem upgrade z 7.10 do 8.04 do 8.10.
Opłacało się i polecam :) Przy okazji domowy pecet Mojej Miłej też od tygodnia ku uciesze domowników zaczął pracować na Ubuntu. Tak to jest jak masz oryginalną płytkę z Ship It :)

Akcja "Motyl w Sercu", czyli jak zwykły człowiek może zdziałać wiele!

Ostatnimi dniami jestem świadkiem (no dobra, mam pewien współudział ;-) pewnego projektu studenckiego kilku znajomych osób, będących studentami Pedagogiki na Uniwersytecie Łódzkim. Miałem przyjemność obserwować bardzo trudne początki (głównie ze względu na głupotę i znieczulicę ludzką naszego społeczeństwa) i dalszy rozwój tego dzieła. A o co właściwie chodzi?

Jest sobie taki mały chłopczyk o imieniu Oliwier. Jest niepełnosprawny i przebywa w domu dziecka. Potrzebne są specjalne zabawki rehabilitacyjne i kilka innych sprzętów, w sumie kilka tysięcy złotych. I nie ma mu kto pomóc. Tu do akcji wkraczają studentki z UŁ. Pomysł na pomoc chłopcu podsuwa pani wykładowca. No i tak się zaczyna wielki projekt: wiele pomysłów, koncepcji. Z wykonaniem jest znacznie trudniej. Żeby przeprowadzić zbiórkę pieniędzy na terenie miasta Łodzi trzeba mieć zgodę prezydenta i trzeba założyć wcześniej komitet i zarejestrować go w Urzędzie Miasta. Żeby zbiórka była skuteczna trzeba wymyślić hasła, logo, gadżety, zrobić stronę internetową (w tym właśnie mój współudział), no i zorganizować koncert charytatywny. Z tym ostatnim okazuje się jest najtrudniej. Bo znaleźć dobre kapele, które zagrają za free to żaden problem. Ale znaleźć restauratora, czy właściciela klubu to już masakra! Mnie cholera wzięła, kiedy usłyszałem, że prawie wszystkie lokale chcą POŁOWY UZYSKANYCH PIENIĘDZY ze zbióki przeprowadzonej w ten sposób! Jakaś masakra.

W końcu jednak znalazł się lokal, kultowe niegdyś, powracające znowu do życia Gniazdo Piratów przy ul. Wólczańskiej. Na koncert bilety cegiełki. Jeśli rozejdą się wszystkie to będzie już 3 tysiące złotych na koncie komitetu. I kto to zrobił? Oficjalnie 30-osobowa grupa studentów. Ja oficjalnie wiem, że grupę osób naprawdę aktywnych z nich mógłbym policzyć na jednej ręce, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że te kilka osób, nie mając żadnych znajomości, pleców, pieniędzy itp. potrafiło stworzyć akcję, dzięki której Oliwier będzie miał szansę na powrót do zdrowia. Da się? Da się! Tylko trzeba CHCIEĆ. I zarażać innych tych CHCENIEM, bo takich dzieciaków, którymi nikt się nie zajmuje jest dużo więcej. I nie ma co narzekać, że inni nic nie robią. Dziewczyny mimo wszystko wzięły się do roboty i efekty już widać: puszki napełniają się pieniążkami, sprzedaż biletów na koncert ruszyła, Dziennik Łódzki i TVP Łódź już przeprowadziły i wyemitowały z nimi wywiady, a w kolejce jest Radio Parada i TVN... Da się? Da się! Aż chce się napisać: "Pomożecie? Pomożemy!", ale jakoś mnie się źle kojarzy :)

Oficjalna strona komitetu:

www.MotylWSercu.pl

Smokin' Guns - w samo południe...



Smokin' Guns
, czyli kolejne fantastyczne znalezisko Przemka :) Gra zbudowana na darmowej wersji silnika Q3 od Id Software, ale (uwaga!) w realiach Bardzo Dzikiego Zachodu. Fanatycy westernów, szczególnie tych niezapomnianych Clinta Eastwooda (z przefantastyczną muzyką Ennio Morricone) powinni być zadowoleni :) Generalnie jest w czym wybierać! Zacznijmy od trybów gry: począwszy od Bank Robbery (prawie jak CS ;-), przez Deathmatch i Team Deathmatch (standard...), aż do najciekawszej i przeze mnie niespotykanej możliwości pojedynkowania się w samo południe... no dobra, niekoniecznie w południe :P Bronie? Trzy rodzaje rewolwerów (pamiętacie "Powrót do Przyszłości 3"? Tam był gość, który sprzedawał broń o nazwie Colt Peacemaker ;-), trzy strzelby, karabin maszynowy na korbkę, butelki z benzyną (?) i dynamit. Mało? Proponuję pograć kilka kwadransów, a sami zobaczycie, że każda broń ma swoje wady i zalety, także nigdy nie zostaniecie przy jednej "ulubionej".

Ale ta gra ma jeszcze jedną rzecz. Coś co sprawia, że w moim mniemaniu przewyższa wszystkie kłejki i unrile... Otóż ma klimat! Jako, że gra jest opensource'owa, to zgodnie z oczekiwaniami twórcy zerżnęli mnóstwo dobrych pomysłów z innych gier, filmów i wrzucili do jednego kotła. Mieszanka wybuchowa.

Po 1. LOKACJE. Czyli: miasteczka na środku pustyni, miasteczka górnicze z szybami podziemnymi, gdzie można znaleźć nieco złota (za które mozna kupić broń i ammo), fort otoczony murami obronnymi, ale także... pędzący przez prerie pociąg!

Po 2. STEROWANIE. To co najlepsze z Counter Strike'a: wciskasz B i odpowiednie cyferki (po jakimś czasie znasz na pamięć) i już uzbrojenie kupione. Pieniążki albo znajdujemy, albo dostajemy za zabitych, no i przede wszystkim za wygraną teamu. Teamy: Outlaws i Lawman (nie kojarzy się z innym tytułem gry?).

Po 3. KLIMAT, KLIMAT, KLIMAT... Oprawa muzyczna sprawia, że siedząc przed swoim kompem w środku zimowej nocy potrafisz uwierzyć, że faktycznie czaisz się między skałami na rozgrzanym piasku pustyni gdzieś na zachodzie USA dwa wieki temu i celujesz swoim winchesterem w bandytę, który czai się na dachu Saloon'u z butelką benzyny i petem w gębie.. :) POLECAM MULTIPLAYER'a po sieci... pingi czasami masakryczne, ale warto :)

Po 4. Za darmo i działa pod WINE bez ŻADNYCH problemów. Nic dziwnego, w końcu oparte o produkt Id Software, a Ci panowie wiedzą czego linuksiarze pragną najbardziej :) Wersja na linucha może i jest, ale poco tracić czas na kompilacje jak z wine chodzi od razu bez krzyku i instalacji? Dawno nie grałem w gierkę, którą po prostu rozpakowuje się z .zip'a i gra :)

Weekend za miastem...

Ostatnio ku mojemu najgłębszemu zaskoczeniu dostałem propozycję przyłączenia się do pewnej ekipy artystów i wybrania się na tzw. "plener" gdzieś w okolice Łodzi. Pomysł świetny, bo i tak do poniedziałku nic nie miałem ciekawego w planach, sesja w zasadzie już zamknięta, czyli nuda.

Tak więc pojechałem. Miejscówka fantastyczna: prawdziwy dwór (jak w Panu Tadeuszu ;-) w Rzepiszewie, czyli rzut beretem w zasadzie. Więcej fotek jest tutaj: http://www.zamkilodzkie.pl/pliki/rzepiszew.htm Ceny jak na takie warunki całkiem, całkiem - jako, że byliśmy większą ekipą to za noc zapłaciliśmy po 30zł. Ale klimat jest iście staropolski i szlachecki, także rano taka cena wydaje się bardzo śmieszna :D No i uczucie błekitnej krwi w żyłach - bezcenne :D

Bezcenna także była ekipa i człowiek, który mimo swojego znacznego wieku był tego spotkania prowodyrem, pan Waldemar. Miał być to plener malarski, ale zrobił się z niego plener plener fotograficzny, głównie poświęcony scenom aranżowanym we wnętrzu budynku dworu. Miałem okazje zobaczyć jak pracują artyści, ile potu i pracy muszą włożyć w swe dzieła, no i jakie ilości alkoholu są potrzebne do takich działań (aby te uskutecznić ;-). Ja jednak nie jestem w żadnym calu artystą. Przynajmniej nie takim malarsko- graficzno- aranżacyjno- zdjęciowym :) Podsumowując: chcę zostać inżynierem, być inżynierem i pracować jako inżynier. A artystom mogę od czasu do czasu w ramach odpoczynku od komputera (ten obowiązkowo zostawiłem w mieszkaniu przy Piotrkowskiej) towarzyszyć w tych podróżach. Przynajmniej nie rozmawiają o programowaniu w Javie, albo projektach z układów cyfrowych ;)

Nethack - pokochaj, albo rzuć... :)

Jakieś dwa tygodnie temu, kiedy sesyjny czas się zbliżał szybkimi krokami - próbując zabić czas zacząłem grzebać w Synapticu. I znalazłem coś, czego znaleźć nie powinienem... Bo wciąga :P Otóż niewinna gierka o nazwie Nethack. Jedyne co o tym typie gry się pisze to, że są "roguelike", a po polskiemu mówią na takie gry "rogaliki", a czemuż to? Bo protoplastą była gra o nazwie Rogue (z ang. włóczęga). Ktoś chciał napisać później grę podobną do niej o nazwie Hack, udostępnił ją innym i okazało się, że w Usenecie (mamy lata 80') po krótkim czasie już wielu ludzi rozwija własne odmiany tej gry... Tak, tak to pierwszy program napisany w duchu dzisiejszego ruchu Open Source. Mamy programistów z całego świata, którzy nigdy się nie widzieli i nie wzięli nigdy złamanego centa za to co napisali :)

Po pierwsze jest to RPG, oparty o zasady AD&D. Po drugie po angielsku i nie da się za bardzo przetłumaczyć, bo komendy i opisy są umieszczone bezpośrednio w kodzie programu. Po trzecie plansze są losowe i nie da się zapisywać przebiegu gry - "One game. One life. Nethack". Po czwarte jest cholernie trudno wczuć się na początku w rozgrywkę, zasady i skróty klawiszowe, ale warto :)
Po piąte: ukończenie jej graniczy z cudem. Średnio zajmuje trzy lata. Podobno.
To może teraz trochę o fabule. Fabuła tak jak i plansze jest losowa. Ogólnie losowość jest w tej grze pewną regułą, ale nie do końca. Wiadomo, że zeszliśmy do podziemi i schodzimy coraz niżej. Każdy kolejny poziom jest pełen coraz bardziej zabójczych potworów, pułapek i innych zabaw z bogami gry;] Nie to, żebyśmy nie mieli celu! Otóż jest: zdobyć Amulet Yendoru, który podobno leży gdzieś poniżej 20 poziomu, ale prawda jest taka, że na początku gracz ginie bardzo, bardzo szybko. Ja stałem się pośmiewiskiem, kiedy współlokatorowi pokazałem na TOPliście statystyki końcowe mojej postaci zakończone tekstem: "Killed by pony". Otóż to, tutaj wszystko może zabić! Ale można też próbować wykołować los. Do tego dochodzi też niezła dawka humoru... Wyobraź sobie: idąc po podziemiach barbarzyńcą odzianym w skóry i miecze nagle znajdujesz kartę kredytową, albo aparat fotograficzny, albo swój własny grób z poprzedniej rozgrywki, albo wpadasz w magiczną pułapkę, która teleportuje Cię dziesięć poziomów niżej wprost pod nogi jakieś krwiożerczego stwora... ;]

Gra wciąga kosmicznie. Na stronie Wikipedii było napisane: "Nawet bardzo doświadczeni gracze nadal mogą odkryć coś niespodziewanego". Nie wiem czy jestem choćby średnio-zaawansowany, ale jestem pewien, że to prawda ;] Ale nadal nie spotkałem sprzedawców, którzy mają imiona dokładnie takie, jak nazwy kilku miast na Śląsku ;]

Ostatnia sprawa: interfejs gry. To ważna rzecz :) Gra powstała na początku tylko pod konsolę i do dziś tak działa. Ja natomiast zacząłem od nakładki graficznej GNOMENetHack i tę polecam szczerze na początek. Jeśli komuś gra się spodoba to i tak przerzuci się prędzej czy później z ciekawości pod czystą konsolkę :) Zobaczyć minę obcych ludzi obserwujących Cię, kiedy grasz w coś co jest dla nich niezrozumiałym zlepkiem znaków ASCII - BEZCENNE!

ps. zrzuty pochodzą z netu. Moje lenistwo nie pozwoliło mi zrobić własnych :P Ten ostatni to Falcon's Eye, kolejna nakładka graficzna.
Reklama na blogach - Blogvertising.pl