Ubuntu i łamanie haseł WEP do sieci WiFi :)


Słowem wstępu: wiem, że to jest banalne i niech mnie ktoś zjedzie w komentarzu za to, że tak lamerski temat podjąłem to kasuję od razu!

Od prawie miesiąca mieszkam sobie w miasteczku Alcala de Henares nieopodal Madrytu. Znalazłem bajecznie tanie mieszkanko, w którym jest wszystko począwszy od pralki autmatycznej a skończywszy na odtwarzaczu DVD i czterech opakowaniach tamponów w łazience (nie, nie wiem kto je tam zostawił). Nie ma tylko jednej rzeczy - internetu. Ale za to jest jakieś 15 sieci bezprzewodowych w zasięgu mojego laptopa (choć realnie łączyć mogę się tylko z połową nich). Generalnie moglibyśmy się zrzucić i zamówić neta, ale... umowa jest na 12 miesięcy, a ja jakoś nie planuję tutaj przyszłych wakacji, więc odpadła ta opcja od razu. Tylko jedna sieć jest niezabezpieczona całkowicie, ale żeby z niej korzystać trzeba wyjść na balkon :P

Także zaszła potrzeba wbicia się w te zabezpieczone sieci. Poczytałem, popróbowałem, udało się, więc o tym będzie ten post :)

1. Potrzebujemy linuxa, może być ubuntu :) Windows odpada, gdyż nie osiągniemy na nim pełnej funkcjonalności pakietu aircrack-ng.

2. Potrzebujemy karty sieciowej, która obsłuży wstrzykiwanie pakietów. Ja nie patchowałem żadnych sterowników, po prostu zainstalowałem pakiet aircrack-ng (od razu instalują się wszystkie potrzebne programy) i od razu działało wszystko.

3. Na razie zajmiemy się tylko łamaniem haseł WEP, bo jest to bajecznie proste :) Odpuszczamy sobie WPA/WPA2.

4. "Atak", a raczej nasłuchiwanie musimy wykonywać o takiej porze dnia, kiedy mamy pewność, że w danej sieci będzie chociaż jeden użytkownik, inaczej nic z tego nie wyjdzie. Ja preferuję wieczory, zapuszczam programy i czekam... To trochę jak łowienie ryb :P

5. Od czego zacząć?

po pierwsze wyłączmy naszą kartę sieciową:
sudo ifconfig wlan0 down

wlan0 to nazwa mojej karty sieciowej, najczęściej spotykany standard nazwy

po drugie zróbmy 'injection test', jeśli ukaże się nam info, że działa, to jesteśmy pewni, że nasz sprzęt nie wymaga osobnej konfiguracji
sudo aireplay-ng -9 wlan0

Jeśli do tej pory nie szło jak po maśle to odsyłam do dokumentacji na stronie http://www.aircrack-ng.org/ w szczególności do http://www.aircrack-ng.org/doku.php?id=injection_test oraz http://www.aircrack-ng.org/doku.php?id=simple_wep_crack

Ten ostatni link niech i tak przeczyta każdy zainteresowany, to podstawa :) Jak są problemy z angielskim, to można spróbować translate.google.com

6. Łowimy rybki.

Zakładam, że po ostatnim poleceniu w konsoli ukazała wam się lista sieci będących w zasięgu. Ważne będą trzy rzeczy: jej nazwa, np. 'WIFI_DOM', numer MAC rutera, np. 00:13:F7:DF:43:6C oraz numer kanału z przedziału 1-13

Jeśli dany kanalik to 4 musimy ustawić karte w tryb monitorowania i później zamiast wlan0 używamy mon0
sudo airmon-ng start wlan0 4

Teraz musimy się 'podpiąć' pod daną sieć czyli przykładowa komenda:
sudo aireplay-ng -1 0 -e WLANF43051 -a 00:13:F7:DF:43:6C -h 00:18:DE:6F:9B:42 mon0

Jest to przykładowe polecenie z mojej konsoli ostatnie :) Jest tu nazwa danej sieci, potem jej numer MAC, a na końcu NASZ NUMER MAC! Warto sobie swój numerek gdzieś zapisać, a otrzymamy go za poleceniem iwconfig. Będziemy go często używać . Jeśli wszystko idzie dobrze to powinniśmy otrzymać komunikat:
18:18:20  Sending Authentication Request
18:18:20 Authentication successful
18:18:20 Sending Association Request
18:18:20 Association successful :-)

Jeśli nie możemy się podczepić, to pewnie problemem jest albo filtrowanie MAC-ów klientów, albo inne dziwne rzeczy :P Odsyłam do dokumentacji, jest ona naprawdę obszerna i pomocna!

Ale jeśli wszystko idzie pięknie to:
sudo aireplay-ng -3 -b 00:13:F7:DF:43:6C -h 00:18:de:6f:9b:42 mon0

powyżej: pierwszy numerek to ofiara, drugi to nasz. I teraz zaczyna się czekanie... na pakiety ARP. Nie będę tłumaczył teorii, to jest w dokumentacji. Chodzi po prostu o to, że w danej sieci musi być chociaż jeden user, który wyśle choć jeden pakiet ARP i nasz komputer go przechwyci. Dzięki temu nasz programik zacznie robić wstrzykiwanie pakietów podszywając się pod tego klienta, dzięki czemu złamiemy hasełko nie w kilka tygodni ale w kilka minut :) To jest różnica między używaniem windowsa a linuksa przy tej robocie. Po czym poznamy że rybka złapała haczyk? Po tym, że przez naszą konsolę zacznie przechodzić setki wierszy odpowiedzi :) I wtedy uruchamiamy drugi terminal, który będzie zbierał te odpowiedzi i zapisywał do pliku, dzięki komendzie:
sudo airodump-ng -c 2 --bssid 00:13:F7:DF:43:6C -w output mon0

ważne jest, żeby nie pomylić parametru -c ktory jest numerem kanału, który podsłuchujemy. W tym przypadku był to kanał nr 2. Numer MAC ofiary.

W takim razie otwieramy trzeci terminal i uruchamiamy aircracka, który będzie w pliku output szukał klucza :)
sudo aircrack-ng -z -b 00:13:F7:EA:38:33 output*.cap

I czekamy... Sukces powinien wyglądać dokładnie tak jak na zamieszczonym na początku tego postu zrzucie z mojego pulpitu. Po skończonej operacji warto zapisać sobie gdzies hasełko i tu ważna uwaga: czasami hasło nie jest odczytane w formacie ASCII, wtedy wystarczy tylko wziąć HEX-a do notatnika, wykasować w nim dwukropki i już mamy hasło w formacie hex zdolne do użytkowania :)

Na koniec można zresetować kompa (i tym samym przywrócić poprawne ustawienia karty), albo zapodać np.
sudo airmon-ng start wlan0 2

i pozabijać procesy związane z aircrackiem, oraz wpa-significant, np.
sudo kill 2324 2455 2333

gdzie numerki są numerkami PID danych procesów

Ipla i Linux -> przykład dla iTVP!


Dziś po raz pierwszy jak człowiek mogę sobie obejrzeć internetową telewizyję z Polski :) Niby mała rzecz, a cieszy! Szczególnie że wreszcie polskie stacje telewizyjne zaczynają szanować użytkowników linucha! Wprawdzie to tylko POLSAT i TV4, ale już coś się zmienia w tej świadomości wielkich polskich mediuff.

Więcej informacji:

http://www.ubucentrum.net/2009/09/instalacja-ipla-polsat-tv4-i-materiay.html

Niby koniec wakacji, ale jak będzie dalej?

Mamy dziś piątek, czyli dzień wolny :) Wczoraj właśnie zakończyłem dwutygodniowy kurs języka hiszpańskiego w szkole Alcalingua w Alcala de Henares. To był najszybszy, najbardziej intensywny i całkiem niezły kurs... 40 godzin lekcyjnych (20 gramatyki + 20 słownictwa), po ktorych następują... egzaminy! LOL. Najśmieszniejsze jest to, że powinienem wylądować na najniższym poziomie, czyli A1, a po "egzaminie wstępnym" mój wynik zakwalifikował mnie na A2... Nie muszę dodawać, że wszystkie odpowiedzi na tymże egzamie strzelałem, więc to przypadek był. W każdym razie jakoś dałem sobie radę. Wczoraj miałem ustny na zakończenie kursu, czyli z Hubertem (Francja) przygotowywałem scenkę "u lekarza", a w poniedziałek czeka mnie pisemny z gramatyki i pisemny ze słownictwa... Nie wiem jak to będzie. W każdym razie postanowiłem przyswoić tę część języka hiszpańskiego, którą po tym kursie powinienem już znać na wylot :P W tym celu zacząłem szukać jakiś słowników online, książek i takich tam dupereli. Najciekawsze na co natrafiłem to Open Dictionaries Project, które okazało się być dużo lepszym projektem niż większość pomysłów pod szyldem słowa "Open". Powiem tylko, że strona www.ling.pl korzysta z tych samych baz danych... Najbardziej jednak spodobała mi się opcja ściągania słowników na własny komputer, za darmo, legalnie i mających niewielką wagę - ok 1MB. Polecam: http://www.open-dictionaries.com/a18.html

W ogóle to przepraszam za tak małą ilość zdjęć! :P Obiecuję poprawę! Na usprawiedliwienie dodam, że to jakiś skandal jest z pogodą! Wczoraj było tu chłodniej niż w Poznaniu! W ramach protestu ja siedzę w domu, oglądam tv (w ramach nauki języka, wczoraj był Matrix z dubingiem :P), próbuję sobie ułożyć plan zajęć, gdyż od poniedziałku zaczynają się mi zajęcia na Escuela Politecnica... W dodatku jestem troszkę podchorowany. W sumie nie ja, tylko moja krtań :P Ja czuję się idealnie, nic mnie nie boli, nie mam gorączki ani nic, tylko ściska mnie gardło! prawdopodobnie przeziębiłem je przez te klimatyzatory, do których nei byłem przyzwyczajony wcześniej. Tak czy siak, jeśli sytuacja się nie poprawi to będę musiał iść do lekarza po jakiś antybiotyk albo coś ;/

No nic, na dziś to wszystko. Jutro noc muzeów w Madrycie, więc postaram się zrobić tyle fotek ile się da :) Więcej tutaj: http://lanocheenblanco.esmadrid.com/lanocheenblanco/

Sztuka kompromisów


Na mojej uczelni jest taki jeden pan doktor, co się Kuczyński nazywa i generalnie nikt go nie lubi. Nie mogę powiedzieć, że go nie lubię, bo go nawet osobiście nie znam na tyle, by mieć na ten temat zdanie... Jednak zapamiętam go jako człowieka, który powiedział najprostsze, a zarazem najmądrzejsze zdanie jakie kiedykolwiek usłyszałem... Odpowiadając na pytanie studenta, w jaki sposób ma się nauczyć do jego egzaminu jeśli w tym samym dniu ma dwa inne, Kuczyn odpowiedział z głupim uśmieszkiem ala Pan Śmierć: "Proszę Pana, bo życie to sztuka kompromisów". Od dwóch tygodni zaczynam dokładnie rozumieć te słowa...

Najgorsze były pierwsze dni. Jak już udało mi się dolecieć do Madrytu po dniu pełnym niesamowitych wrażeń - okazało się, że mój bagaż został w Brukseli. Obiecali zadzwonić, kiedy tylko doleci na Barajas, ale... po pięciu dniach po prostu pojechałem na Barajas (podróż z Alcali tam i spowrotem 10E, może nie szalenstwo ale poco trwonić kasiorke w taki sposob?) i okazało się, że bagaż tam leży od 3ego września i nikogo to nie interesuje... Ale reklamację już złożyłem, może nawet na jakieś odszkodowanie od Brussels Airlines się załapię :) W każdym razie niemożność używania swoich ubrań i kosmetyków przez pierwsze 5 dni pobytu na środku tej pustyni była po prostu męcząca! Szybko znalazłem jakiś chiński sklepik z ubraniami tańszymi niż w Polsce, no ale bez przesadyzmu!

Tak więc wylądowałem na Barajas. Godzina 23:00 jadę metrem na Avenida de America, żeby złapać nocny do Alcali. Wychodzę z metra i... okazuje się, że na zewnątrz jest 30 stopni! Dopóki byłem na lotnisku albo w metrze to klimatyzacja działa i nie ma sprawy :P No to czas na dygresję o pogodzie! Odkąd tu jestem nie widziałem czegoś takiego jak deszcz, mgła itp. W dzień jest zawsze +30, a w nocy mam pootwierane okna i tylko obecność współlokatorów w mieszkaniu powstrzymuje mnie od spania nago :P Generalnie to tutaj można zrobić niesamowite pieniądze na sprzęcie związanym z klimatyzacją. Każdy szanujący się hiszpan ma klimę w domu i samochodzie. Każda publiczna instytucja, stacje, dworce. Nie dałoby się żyć bez tego! Czułem się niesamowicie szczęśliwy dowiadując się, że zajęcia w szkole językowej odbywają sie w godzinach 16-21, a jeszcze lepiej kiedy okazalo sie ze mają oczywiście klimatyzacje :) Pytacie czy w moim mieszkaniu jest klima? Nie :P

Przez pierwsze trzy noce spałem u studentów z Łodzi do których namiary dał mi mój koordynator z PŁ. Chciałem podziękować Olkowi, Justynie, Kasi i Marcinowi za gościnę :) I za to, że zaoszczędziłem w ten sposób jakieś 80 euro :P Nie wliczam w to megaważnych informacji, które od nich otrzymałem :) Np. gdzie dają największe tapas, albo które sklepy są najtańsze itp. Mieszkanie znalazłem metodą ala Rambo, czyli chwytaj się każdej brzytwy, bo im szybciej znajdziesz mieszkanie, tym będzie tańsze. Dobijały mnie historie nowopoznanych ludzi, którzy oglądali tanie mieszkania, ale były one brudne i generalnie syf. Kiedy 3ego września szukałem budynku szkoły Alcalingua zagadałem do przypadkowego człowieka, który wyglądał na kujonka :P stał z jakąś dziewczyną, wyglądali na nie dokońca zorientowanych. Koleś ten powiedział mi że po egzaminie (taki tam egzam sprawdzający wiedzę :P) może mi pokazać mieszkanie, w którym właśnie wynajął pokój za 200 EUR plus opłaty. Dygresja: dzień wcześniej widziałem identyczne mieszkanie dwie ulice dalej za 250+opłaty. Znaczy to jest cena za jeden pokój :) To i tak tanio na Alcalę, bo ceny oscylują około 300. Opłaty w zimie (dochodzi ogrzewanie, bo zimą potrafi temp. spaść do zawrotnych +8 stopni, a tej zimy nawet śnieg spadł i ludzie się cieszyli jak głupi ze pierwszy raz snieg w zyciu widzą :P) nie wynoszą więcej niż 80E na mieszkanko całe. Internet kradniemy od sąsiada bo nam szkoda 30E na mesiac, a tak serio to podpisywanie umowy moze byc skomplikowane na 10mcy;/ Dodam, że jestem szczęściarzem, po Pattrick okazał się fajnym kolesiem, a trzeci współlokator Sebastian wcale nie jest gorszy.

Paddy jest kujonkiem z Newcastle, studiuje na Kings College w Londynie. Sebek jest niemcem z Frankfurtu, który wygląda jakby się urwał z jakiegoś skateparku, ale generalnie słucha punku i alternatywy. Naprawdę się dobraliśmy :) Patryk twierdzi, że to jest jak jakiś dowcip: Był sobie Anglik, Niemiec i Polak w jednym mieszkaniu... Ale tak serio to naprawdę ich lubię, wszyscy jesteśmy pokojowo i pozytywnie nastawieni do świata i lubimy ostro sobie pożartować z rzekomych różnic między narodami. Przykładowa sytuacja: Sebek idzie do bankomatu, oczywiście Deutsche Bank, a ja do niego: Alles klar - ein volk, ein fuhrer und ein bank! deusche bank! Zaczynamy się brechtać, a po chwili Sebek mówi, żebym w Niemczech nie walił takich dowcipów bo mogę trafić od razu do więzienia! Czujecie? Oni się nie ceregielą, od razu do mamra. Wystarczy, że ktoś zahajluje w miejscu publicznym, nie ma że boli. Poza tym opinia publiczna jest bezlitosna - jeśli ktoś w młodości przynależał do jakiejś nacjonalistycznej organizacji (nie faszystowskiej, po prostu nacjonaliści) do końca życia będzie miał to wypominane. Wyszło to na jaw, kiedy zapytałem sebka czy lubi Rammsteina. A on mówi, że fajnie grają, ale pierwsze ich płyty miały mocno prawicowe teksty, dlatego większość Niemców nie przepada za nimi. Niemcy nienawidzą faszystów i innych ludzi burzących porządek. Ale ja im się nie dziwie - jakbym był najbogatszym narodem na kontynencie to też bym nie chciał, żeby ktoś mi psuł ordnung :P Co ciekawe dowiedziałem się, że nie wszyscy Niemcy są bogaci :P żarcik :P

Tutaj znajdziecie skromną galeryjkę moich fotek: http://www.getdropbox.com/gallery/1257403/1/Fotosy2?h=201645

Generalnie jedynym moim problemem jest to, że niedługo zaczynam naukę na polibudzie... a wszystkie zajęcia będą po hiszpańsku... Koordynator pocieszył mnie mówiąć, że wszyscy studenci będą chcieli pogadać po angielsku, żeby się podszkolić w tym języku bo to podstawa w pracy inżyniera... LOL :P Będę zjawiskiem niesamowitym :P Dodam tylko, że wcale nie śmigam w angielskim, jest dużo lepiej niż dwa tygodnei temu, hiszpanski też do przodu idzie, ale... ciekawie się zapowiada! Już jest ciekawie... No nic, więcej napiszę jutro, bo muszę się wyspać, jutro robię sobie wycieczkę do Madrytu, może wstąpie do Museo del Prado, może jakaś fiesta en Madrid, nie wiem... Mój pobyt charakteryzuje to, że ciężko jest się wyspać :) Mnóstwo ludzi z całego świata, mnóstwo imprez, mnóstwo rozmów w wieeeelu językach, z czego najważniejszy jest JĘZYK MIGOWY :p eh, idę spać...

Jedyne czego tutaj nie mam to Wikusi...

i to jest właśnie ta cholerna sztuka kompromisów...

Dobrego ZŁE początki i pierwszy dzień na kastylijskiej ziemii






Od czego tu by zacząć... Może od tego, że z podróżą do Madrytu miałem bardzo wielkiego niefarta. Wszystko zaczęło się wczoraj od tego, że jadąc samochodem do Warszawy padł nam rozrząd i samolot uciekł. Żeby było bardziej chamsko to nie dało się go przebukować i poleciałem następnym, który kosztował 2,5 razy tyle co ten pierwszy i tak nie tani... Podróż samolotem do Brukseli była fantastyczna, leciałem pierwszy raz w życiu i dostało mi się miejsce zaraz za skrzydłem dzięki czemu mogłem sobie patrzeć jak przy starcie skrzydełko to sobie wariuje na wietrze niczym piórko :) Oczywiście przekąska od firmy LOT, darmowa kawka, herbatka azaliż drinki. Potem przesiadka do Brussels Airlines, lot nach Madrid i tu też fantastycznie, bo na kolacyjkę, czyli kurczaka z ryżem i serem, wraz z puddingiem, wzbogaciłem sobie o belgijskie piwko, całkiem niezłe zresztą :)

Problem zaczął się po wylądowaniu na Barajas, gdyż... zgubili mój bagaż. Niby nic, ale perspektywa utraty swojej kosmetyczki, bielizny, wszystkich ubrań i kilku innych ważnych rzeczy jest dość nieprzyjemna. Także najpierw na tym cholernym lotnisku spędziłem godzinę czekając, aż może gdzieś się bagaż objawi, a następnie wziąłem kwitek od miłej pani z Iberii z zapewnieniem, że jak się ów znajdzie to zadzwonią itp. Świetnie. Ale mamy prawie piątą po południu dnia następnego, ponad 40 stopni Celsjusza upału, a ja nadal nie mam info o moim bagażu. Pewnie bym sobie kupił jakieś ubranie na przebranie u Chinoli, ale... między 13:00 a 17:00 w Hiszpanii nie załatwisz NIC. Dosłownie. Jak jest sjesta to nawet supermarkety zamykają, by potem otworzyć jeszcze do wieczora... Ehh, dobrego złe początki mówię i robię swoje.

Byłem w rektoracie, dostałem listę mieszkań do wynajęcia na mieście. Wypadałoby podzwonić po tych ofertach, ale... nie mam hiszpanskiego numeru telefonu bo jest SJESTA :P Także musiałem sie podporządkować... Poszedłem do jakiegoś niewystawnego baru, siadłem, zamówiłem piwko za 1,25EUR i z nudów zacząłem gadać łamanym językiem najpierw z jakimś starszym panem, który siedział obok mnie przy barze, a potem z właściecielką baru. Fajna knajpa jak się okazło, El Tren się nazywa i od razu zobaczyłem troszkę hiszpańskich zwyczajów :P

Po pierwsze - jak jest sjesta to ludzie wyskakuja z pracy do knajp, żeby coś zjeść i się napić i pogadać czasem z przypadkowymi ludźmi o pierdołach. To fajny zwyczaj. Piwko podawane jest w zmrożonych kieliszkach i do tego gratis zagrycha, którą mogłem się najeść do syta :P Ciekawe jest, że WSZYSCY przy barze pomimo, iż maja podstawione popielniczki kiepują na podłodze, tam też lądują resztki jedzenia i serwetki... Po takiej sjeście jest totalny burdel i to normalny widok chyba;] To jest kiepski zwyczaj :P Generalnie masakra polega na tym, że jest ponad 40 stopni i nikomu nie chce się żyć o tej porze. I widok zamkniętego supermarketu, czy urzędu to norma o tej porze... a ja kurczę ani karty SIM nie mogę kupić, ani zacząć mieszkania szukać... I w dodatku nadal nie wiem, gdzie jest mój bagaż.......... Kurde.
Reklama na blogach - Blogvertising.pl