poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Jogging w Warszawie


Od nieco ponad miesiąca mieszkam i pracuję w stolicy w jednej z wielu firm branży IT. Krótko mówiąc: przesiaduję codziennie co najmniej 8 godzin przed monitorem (a właściwie dwoma) i kiedy wracam do mieszkania bardzo często czuję nadmiar energii, który muszę jakoś szybko wyładować. Obserwując okolicę zauważyłem, że sporo ludzi biega. Ot tak, po prostu - po chodniku, po trawniku (taki cross-country :P), albo po ścieżkach rowerowych, co akurat mnie irytuje. Postanowiłem się przyłączyć do tej radosnej społeczności joggerów i stwierdzam, że to fantastyczny sport, bowiem:

1. jest tani, potrzebujesz po prostu butów (nawet doświadczeni triathlonowcy przyznają się, że często wolą buty za 50zł z TESCO niż markowe),
2. można go uprawiać już od wyjścia za próg, nie trzeba jeździć na siłownie, baseny, korty itp.
3. zawsze dobrze jest popracować nad dobrą kondycją, a i sylwetka może ulec poprawie :)

Ja dodatkowo bawię się takim bajerem, że mam telefon wyposażony w GPS + system Android, na którym działa aplikacja o wszystko mówiącej nazwie RunKeeper, która to mierzy odległość, prędkość, a nawet wysokość n.p.m. joggera (żeby nie nadużywać słowa biegacz :P), a na koniec nakłada współrzędne na mapę Google'a i pozwala ładnie udostępnić twoje osiągi na Facebooku. Gadżet jak każdy inny - da się i bez niego żyć, ale skoro taka zabawka potrafi zmobilizować kogoś do aktywności to ja takie zjawisko popieram, tym bardziej, że aplikacja jest dostępna za darmo. Producent i tak swoje zarabia dzięki kontom premium na których można włączyć opcje "prywatnego trenera". Jak to działa - jeszcze nie wiem, pewnie biegniesz, a telefon krzyczy na Ciebie, że za wolno :) Warto także wspomnieć, że takich aplikacji jest wiele, wystarczy przejrzeć Android Market, co ładnie trafia w czas, gdy smartfony można dostać za 1 zł w sensownych abonamentach.

Jednak do napisania tej notki tknęła mnie nieco inna rzecz. Otóż dziś nauczono mnie ciekawego zwyczaju. Mijam sobie jakiegoś człowieka, biegnącego z naprzeciwka, a on podnosi rękę w geście pozdrowienia (takie heilowanie troszkę). No to mu odmachnąłem. Mijam kolejnego i to samo. Myślę - całkiem pozytywny zwyczaj! Przez kolejne 20 minut minąłem około tuzina heilujących mi joggerów, niektórym ja pierwszy dałem ten tajemniczy znak. Ale odpowiedź była. Do czasu. Przed budynkiem SGGW zakończyła się przygoda. Nie wiem czemu, ale ludzie przestali odpowiadać tym znakiem. I ja się pytam: dlaczego? Czyżby po jednej stronie ulicy biegli bardziej przyjaźni ludzie? A po drugiej stronie nie? Że co, że studenci?

P.S. Moje arcyzajedwabiste osiągi można podziwiać tutaj: http://runkeeper.com/user/przemcio/profile
Prawda, że imponujące? :)

10 komentarze:

Krzysiek pisze...

Jesteś gejem? ;D
No dobra, trochę poważniej. Fajnym gadżetem dla biegaczy (albo dla spacerowiczów) jest krokomierz. Niektóre telefony to mają.
A buty można dostać za 34zł;)
I w ogóle, sport jest dla mięczaków.
;>

PrzemCio pisze...

To była pierwsza rzecz, o której pomyślałem planując ten wpis - żeby wspomnieć, że jest taki jeden, co by mi zarzucił rozrzutność tych 50 zł :P No ale zapomniałem przy pisaniu...

Pech13 pisze...

Na butach lepiej nie oszczędzać. Zależy jak często biegasz. Jak biegasz po twardym to kolana mogą tego nie wytrzymać za długo.

iberique pisze...

Nie chcę się czepiać, ale taka mała uwaga humanisty - nie ma słowa pragmatysta, jest pragmatyk... pozdrawiam i życzę utrzymania formy

PrzemCio pisze...

@Pech13 - jestem zmuszony zaryzykować :)

@iberique - dziękuję za uwagę, poprawiłem. Muszę znaleźć chwilę i zaktualizować kilka rzeczy na blogu. Kiedy się robi dwie notki w ciągu pół roku to tak właśnie bywa :)

Lesli96 pisze...

Ambitny plan na wakacje- jogging. Trochę nie wyszło, ale to nic. Jakoś się motywuje i czasami pobiegam, teraz trzeba popracować nad systematycznością.

Charlie and Serena pisze...

uwielbiam biegać po warszawie, niestety nie mam okazji, ponieważ w niej nie mieszkam, zawsze jak zostaje u siostry spędzam na joggingu dłuższą chwile..

pozdrawiam
charlie.

modeforme.blogspot.com

sia pisze...

Nieźle zaczynasz przygodę w stolicy.
Do Warszawy mam dlaeko ale za to na fitnrss blizko
Pozdrawiam trud się opłaci
zapraszam do siebie
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/

Nashi pisze...

Keep running!! :P Rzadko spotyka się kogoś, kto opisując tak przyziemne rzeczy, jak jogging umiałby robić to w sposób równie interesujący. Moje gratulacje- świetnie się czyta to, co piszesz :)

Pozdrawiam
nashi-somewhereinsideme.blogspot.com

Wiedzysta pisze...

Zdrowo pobiegać czasem boso; powodzenia!